Publikacje

19.12.2010 | autor: Marian Piłka

Nadchodzi przesilenie- artykuł Marian Piłki w "Rzeczypospolitej"

Platforma jest tylko pozorną władzą, a PIS pozorną opozycją. Koncentrując uwagą na wzajemnej walce, obie partie doprowadziły do swoistego bezrządu – pisze publicysta i polityk





Wszystko wskazuje, że ostatnie wybory samorządowe i utworzenie nowego środowiska politycznego skupionego wokół Pawła Poncyljusza i Joanny Kluzik-Rostkowskiej oznacza zbliżające się przesilenie polityczne. Może ono być czasowo zablokowane poprzez przyspieszone wybory przeprowadzone w terminie wiosennym. Nie ma jednak pewności, czy ta próba zablokowania będzie udana i czy po następnych wyborach parlamentarnych powstanie układ polityczny zdolny do w miarę sprawnego funkcjonowania.



Partnerzy SLD



Od 2005 roku system polityczny opierał się na dominacji dwu oligarchicznych, wzajemnie zwalczających się partii, wspomagany dwoma drugorzędnymi partiami o malejącym potencjale politycznym. Specyfiką polskiej sceny politycznej jest bezpardonowa, w istocie pozbawiona charakteru politycznego walka dwu dominujących partii. Obie są partiami oligarchicznymi, wewnętrznie niedemokratycznymi, funkcjonującymi na zasadzie drużyny wodza, zorientowanymi jedynie na wzajemny konflikt o władzę.



W tym modelu partii różnice programowe są jedynie funkcją wzajemnego konfliktu, są instrumentem walki, a nie celem. Nic też dziwnego, że mieliśmy do czynienia czasami z wzajemnym korzystaniem obu partii z propozycji konkurencji, jak np. przejęcie w 2005 roku programu polityki zdrowotnej PO przez PIS i powierzenie Ministerstwa Zdrowia prof. Relidze, głównemu krytykowi programu zdrowotnego PIS. W wielu fundamentalnych sprawach obie partie popierały tę samą politykę, jak w przypadku traktatu lizbońskiego. Wreszcie obie potrafiły odwoływać się do współpracy z SLD, jak w przypadku telewizji publicznej.



Dla obu programy wyborcze były jedynie instrumentem pozyskiwania wyborców, a nie zobowiązaniem społecznym. Obie partie skutecznie mobilizowały emocje i nastroje społeczne we wzajemnym podsycaniu konfliktu i wspólnym dzieleniu polskiego elektoratu. Dla obu partii wyjałowionych z programowych propozycji wzajemne straszenie przeciwnikiem politycznym było metodą na mobilizowanie wzajemnego poparcia.



Ostatnie lata pokazały także, że koncentracja uwagi na wzajemnej walce prowadzi do swoistego bezrządu, tj. niezdolności do faktycznego rządzenia krajem. Platforma jako partia władzy stała się pozorną władzą, a PIS pozorną opozycją.



System zużyty



Już w okresie poprzedzającym katastrofę smoleńską mieliśmy do czynienia z objawami zużywania się tego systemu. Jednak katastrofa smoleńska i następujące po niej wybory prezydenckie były momentem przywracającym w pełni wigor tej niszczącej polską politykę wzajemnej walki. Jednak powyborcza wolta Jarosława Kaczyńskiego i utworzenie nowego środowiska politycznego oznaczają nie tylko schyłek PIS, ale także przesilenie całej sceny politycznej, wbrew partyjnie zorientowanym analitykom naszej sceny politycznej. Bowiem wynik tych wyborów pokazuje, iż ten absorbujący społeczne emocje system zaczyna się zużywać.



W tych wyborach klęskę poniósł nie tylko PIS przeżywający spadek wiarygodności spowodowany nagłym zwrotem w zachowaniu swojego bossa i spowodowany tym kryzys odejścia wielu kluczowych polityków, autorów relatywnego sukcesu w kampanii prezydenckiej. Klęskę poniosła także Platforma Obywatelska, która ze względu na kryzys wiarygodności jej przeciwnika politycznego straciła główny motyw swego politycznego poparcia.



"Upadek PIS jest groźny także dla PO. Bowiem obie partie są partiami bliźniaczymi, których siła i znaczenie wynika z wzajemnego konfliktu"



Przeżywający kryzys PIS nie był w stanie nie tylko zagrozić PO, ale nie był w stanie też zmobilizować swoich przeciwników do poparcia politycznej konkurencji. Główny motyw wysokiego poparcia PO się po prostu załamał. Co więcej, nie ma szans na odbudowanie dotychczasowej strategii mobilizacji własnego elektoratu straszeniem zagrożeniem przejęcia władzy przez PIS. Bowiem kryzys PIS ma charakter strukturalny.



Partie oligarchiczne, w swym charakterze bezideowe, będące partiami „wszystkich”, są w stanie sprawnie funkcjonować tylko w sytuacji sprawowania władzy bądź realnej nadziei na jej odzyskanie. W przeciwieństwie do partii ideowych nie są w stanie funkcjonować w sytuacji braku realnych szans na odzyskanie władzy. A w takiej sytuacji znalazł się PIS.



Zwijanie partii



To nie tylko efekt kolejnych przegranych przez tę partię wyborów, z których ta ostatnia klęska jest najbardziej dotkliwa. To przede wszystkim utrata wiary w przywódcze możliwości prezesa PIS. Bowiem ostatnia klęska wyborcza to przede wszystkim efekt wolty medialnej samego prezesa rezygnującego ze skutecznego mechanizmu wizerunkowego, który pozwolił mu uzyskać relatywnie bardzo dobry wynik w wyborach prezydenckich.



Samodzielność tej grupy posłów, która ostatecznie tworzy nowy klub parlamentarny, to nie efekt sporu ideowego czy programowego, ale to spór „retoryczny”, niezgoda na kolejną klęskę PIS fundowaną przez jej prezesa. W tym sensie nowa inicjatywa jest wierną kopią bezideowości partii, którą opuścili. Próba przedstawiania tej inicjatywy jako sporu ideowego jest nieporozumieniem.



Spór dotyczył kwestii taktyki, wizerunku partii i skuteczności jej działania. Jednak pomimo tej słabości ta inicjatywa ma wszelkie możliwości dokonać całkowitej destrukcji partii macierzystej. Ma ona bowiem miejsce w całkowicie innej sytuacji niż poprzednie kryzysy. Środowisko Marka Jurka odchodziło z PIS w sytuacji, gdy ta partia była obozem rządzącym. Nic też dziwnego, że stosunkowo niewielu jej członków przystąpiło do Prawicy Rzeczypospolitej, która budowała swe struktury ze środowisk pozapisowskich. Także secesja Polski XXI, później zwanej Polską Plus, pomijając charakter tego odejścia, miała miejsce, gdy PIS był traktowany jako realna alternatywa dla PO.



Dziś mamy zupełnie odmienną sytuację. PIS nie jest realną alternatywą, a nawet obecna jego pozycja może być zdeklasowana przez SLD. Dla setek, jeśli nie tysięcy lokalnych działaczy tej partii odpowiedzialność za ostatnią klęskę ponosi jej przywódca. Cała strategia polityczna realizowana po wyborach prezydenckich to zwijanie własnej partii. Nic też dziwnego, że nie będą oni widzieli w niej swej przyszłości.



Zbieżne interesy



Odpływ działaczy lokalnych i samorządowych jest bardziej miarodajnym wyrazem upadku PIS niż postawa posłów zatroskanych na rok przed wyborami własnym miejscem na wyborczej liście. Przyszłość PIS rozstrzygną lokalne, a nie centralne struktury. Choć system finansowania partii może uchronić ją od całkowitej implozji, to w sensie politycznym jej przyszła pozycja będzie bez politycznego znaczenia.



Ale ten upadek PIS jest groźny także dla PO. Bowiem obie partie są partiami bliźniaczymi, których siła i znaczenie wynika z wzajemnego konfliktu i absorbowania opinii publicznej własnymi emocjami. Upadek jednej ze stron konfliktu ujawnia wszystkie słabości drugiej strony. Wybory samorządowe ujawniły zarysowującą się tendencję wzajemnej zależności w spadku poparcia obu oligarchicznych partii. To dlatego powstanie nowego środowiska politycznego i groźba dekompozycji PIS wywołała popłoch w samej Platformie. Próba dezawuowania tej nowej inicjatywy, a jest za co, przez polityków PO jest pośrednią formą pomocy Jarosławowi Kaczyńskiemu w opanowaniu kryzysu.



Nawet propozycja marszałka Schetyny ofiarowania stanowiska wicemarszałka nowemu klubowi jest próbą pokazania, iż nowy klub akceptuje dotychczasowe reguły gry, a nie jest ich zaprzeczeniem. Platforma ma więcej pośrednich możliwości osłabienia nowej inicjatywy niż partia, z której odeszli. I wszystko wskazuje, iż z tych możliwości skorzysta. To nie tylko możliwości medialne, ale przede wszystkim możliwość wyznaczenia terminu wyborów, tak aby nowa inicjatywa nie zdołała zbudować struktury terytorialnej. Podobnie jak w przypadku rozwiązania Sejmu w 2007 roku, tu także mamy do czynienia ze zbieżnością interesów obu partii oligarchicznych.



Niemniej tego typu zabiegi mogą tylko przedłużyć sam proces politycznego przesilenia, ale nie są w stanie mu zapobiec. Mamy bowiem w Polsce do czynienia z procesem wyczerpywania się politycznych możliwości partii oligarchicznych. Przykładem politycznego wyczerpywania się PO jest narastająca opozycja ekonomistów, kwestionująca sam sens obecnych rządów, a zatem ten proces nie ogranicza się tylko do PIS i jego relacji z PO.



Władza dla postkomunistów?



Proces przesilenia jest warunkowany zdolnością do wyłonienia alternatywy politycznej. Jednym z elementów tworzenia tej alternatywy jest inicjatywa Poncyljusza, Kluzik-Rostkowskiej i towarzyszy, choć bardziej spełnia wymogi destrukcji obecnego systemu niż tworzenia alternatywy, zwłaszcza nie kwestionuje bezideowości partii dla „wszystkich”, które nie są w stanie odpowiedzieć na zasadnicze wyzwania, a jedynie szukają swego miejsca na scenie politycznej.



Charakter tego przesilenia jest otwarty. Zaś próba jego przedwczesnego zablokowania poprzez wcześniejsze wybory może przynieść tylko sukces postkomunistom, ale nie zapobiegnie samemu procesowi dekompozycji obecnego układu. Pytanie więc do partii PO – PIS. Czy za cenę ratowania swoich pozycji są gotowi do oddania władzy postkomunistom?



Źródło: Rzeczypospolita

Spoty telewizyjne

Kandydaci Prawicy Rzeczypospolitej w okręgach