Publikacje

29.05.2017 | autor: Marek Jurek

Gość Niedzielny - Marek Jurek: Nowy totalitaryzm

Bezduszność i obłuda nie mają ani granic, ani ideologii.



Francuski parlament wprowadził formalną cenzurę dla portali internetowych i redakcji działających na rzecz prawa do życia. Przy milczącej aprobacie ze strony Unii Europejskiej wprowadzono kary do dwóch lat więzienia lub (w przeliczeniu) 125 tysięcy złotych grzywny za pojedyncze publikacje w obronie życia. Represje nie są jednak celem samym w sobie. Mają utwierdzić status tzw. aborcji jako fundamentu liberalnego społeczeństwa, jako… kolejnego „prawa człowieka”. Oficjalne uzasadnienie przyjętej w tym roku ustawy formułuje to bardzo otwarcie:



„Przerywanie ciąży jest prawem podstawowym wszystkich kobiet, uznanym przez ustawę z 1975 roku. (...) Przyjęliśmy ją ostatecznie w 1979, bo pierwotnie została wprowadzona tylko na pięć lat. W 1982 zapewniliśmy zwrot kosztów aborcji przez ubezpieczalnie. W 1993 wpisaliśmy do kodeksu przestępstwo utrudniania aborcji (...). W 2012 zapewniliśmy wszystkim dziewczętom od 15 do 18 roku życia darmową antykoncepcję, a wszystkim kobietom – darmową aborcję. (...) W 2014 (...) przestaliśmy kwalifikować aborcję jako »nieszczęście« [détresse]. (...) A w 2015 (...) znieśliśmy zwłokę na obowiązkowy namysł, która piętnowała i obwiniała kobiety, które podjęły taką decyzję, [zaś] wszystkie kluby parlamentarne w Zgromadzeniu Narodowym zgodnie przyjęły rezolucję potwierdzającą podstawowy charakter prawa do przerwania ciąży we Francji i w Europie. Dziś aborcja już nie jest prawem przyznanym, ale prawem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ruchy przeciwne przerywaniu ciąży próbowały przeszkodzić w przyjęciu tych przepisów i w zapewnianiu tych praw. (...) Jednak utrudnianie aborcji przybrało nowe formy w internecie. Wolność słowa gwarantuje prawo do otwartego wyrażania opinii i nie należy tego podważać. Ale (...) wywieranie presji psychologicznej czy moralnej w celu zniechęcenia do przerwania ciąży, jak działają niektóre strony internetowe – to zupełnie co innego. (...) od kilku lat coraz aktywniej działają strony internetowe, które świadomie wprowadzają odbiorców w błąd, prezentując się, na pierwszy rzut oka, jako strony czysto »informacyjne«. Ich autorzy nie deklarują otwarcie antyaborcyjnego nastawienia, a nawet celowo je ukrywają. Te strony chcą sprawiać wrażenie oficjalnych, na przykład proponując informacje poprzez infolinie albo kontakt z »krajowymi ośrodkami« doradztwa i pomocy. I często są pokazywane na pierwszym miejscu przez wyszukiwarki. (...) W ten sposób utrudniają działalność władzom publicznym, które udostępniają wyraźne i czytelne informacje na temat dostępności przerywania ciąży. Te działania ograniczają kobietom dostęp do podstawowego prawa do aborcji i dlatego muszą być karane”.



Oto precyzyjny opis długofalowej, konsekwentnej polityki w służbie (kontr)kultury śmierci. Lewicowi (i „centroprawicowi”) orędownicy „prawa do przerywania ciąży” nie obawiali się zarzutów, że „zajmują się bez przerwy aborcją”. I dopięli swego: dziś uczynili z niej fundament nowego ustroju, wywracającego całkowicie porządek społeczeństwa. To, co wczoraj było nieszczęściem – dziś jest „wolnością”, to, co było solidarnością – dziś staje się przestępstwem. Spoza sformułowań uzasadnienia „zakazu utrudniania aborcji” przezierają przerażające kontury świata budowanego na gruzach cywilizacji chrześcijańskiej. Autorzy nie ukrywają swych uniwersalnych aspiracji: aborcja to prawo podstawowe nie tylko we Francji, ale i w Europie. Władze Unii im nie zaprzeczają.



Prawica Rzeczypospolitej od lat powtarza, że cywilizacja życia ma nie tylko prawo do własnej polityki, ale – w warunkach ustawicznej destrukcji ładu moralnego – stoi wobec konieczności jej systematycznego prowadzenia. Polacy w ostatnich wyborach udzielili władzy mocnego mandatu, żeby taką politykę podjąć, ale władza robi wszystko, żeby tego nie robić. Oficjalnie zasłania się tym, że nie chce wprowadzać zmian, faktycznie nie angażuje się zupełnie w umocnienie już obowiązującego prawa. Przeszło rok temu zawiadomiłem prokuraturę o przestępstwie po śmierci małego Huberta w warszawskim szpitalu na Madalińskiego. W świetle polskiego prawa (ustawa o planowaniu rodziny etc., art. 4a ust. 2) życie dziecka w 24. tygodniu życia płodowego (a więc po osiągnięciu zdolności życia poza organizmem matki) jest nietykalne. Jednak prokuratura od ponad roku nie potrafi w tej prostej sprawie zająć żadnego stanowiska. A tu nie chodzi o jakieś „karanie kobiet” czy „zaostrzenie prawa”, lecz jedynie o traktowanie serio i wykonywanie prawa już obowiązującego. Zresztą w storpedowaniu ustawy „Stop aborcji” też nie chodziło o żadne konkretne powody. Chodziło o to, by nie bronić tego, co przeciwnicy cywilizacji życia atakują bez przerwy.•



Źródło: Gość Niedzielny.

Spoty telewizyjne

Kandydaci Prawicy Rzeczypospolitej w okręgach